Z ,,patelni,, niebieskim trolejbusem jedziemy na Nyugati Palyudvar - Dworzec Zachodni. Z tego dworca kolejowego odjeżdżają pociągi nad Balaton.
dworzec zaprojektował autor Wieży Eiffela- August de Sarres. Władza socjalistyczna w 2007 roku ogłosiła przetarg na zniszczenie dworca i jego zabudowę. Pociągi miano puścić pod ziemią, a nad dworcem postawić rządowe budynki. Stare sprzedając. Nie wiem czy ten deal doszedł do skutku. Zabytkową część dworca miano wkomponować w zabudowę.
W tamtym czasie podróż pociągiem MAV to było super wydarzenie. Pociągi wolno toczyły się po torach, zaliczając każdą prawie miejscowość. Oglądałem przez szybę Węgry - kraj, który wkrótce szczerze pokochałem. Z Bp. nad Wielkie Jezioro jest tylko 100km. Jednak w połowie trasy zrobimy przerwę w podróży.
SZÈKESFEHÈRVÁR- CIĘŻKO WYMÓWIĆ, PRAWDA?
To rozdzielimy to słowo: székes-stołeczny. fehér-biały. vàr-gród.
I mamy spolszczenie- Stołeczny Białogród
Tej nazwy będziemy się trzymać. Najstarsi Madziarzy powiadają, że tu właśnie rozbili obóz Hunowie pod wodzą Arpada.[historia w I części opowieści o Węgrzech] Tu koronowano królów wegierskich. A jak król, to musi być BISKUP. Jak biskup, to i pałac.

Jest to najstarsze miasto na Węgrzech. Osadnicy zamieszkiwali teren miasta już 2-5 tys. lat p.n.e.
Przez ok. 500 lat Białogród był siedzibą królewską. W wybudowanej w mieście katedrze koronowano 37 królów (wszystkich średniowiecznych królów Węgier z wyjątkiem św.Stefana), a pochowano piętnastu. Od momentu powstania miasto pełniło ważną funkcję komunikacyjną, a w XII wieku było ważnym przystankiem w pielgrzymkach do Ziemi Świętej. W 1222 król Andrzej II wydał tutaj dokument zwany Złotą Bullą, porównywaną do angielskiej Magna Carta.
W czasach współczesnych komuniści powojenni postanowili shańbić to miasto do reszty. Tato mówił mi, że byli na wykładzie u Edwarda G. Wybudowano tu fabrykę RTV - Videoton i fabrykę córkę, autobusów - Ikarusz. A jak fabryki to i bloki z ruskiej płyty. Bloki skutecznie szpecą starą część miasta.
W 1543r. Białogród dostał się w ręce Turków, którzy przyczynili się do wyludnienia i wyniszczenia miasta. Tureccy najeźdźcy zburzyli większość zabudowań łącznie z katedrą i grobami królewskimi (w świątyni urządzono wcześniej skład amunicji) oraz pałacem królewskim. Miasto znajdowało się pod tureckim panowaniem przez 145 lat (z wyjątkiem krótkiego okresu w 1601, w którym miasto zostało odbite przez Węgrów, po czym ponownie opanowane przez Turków). Miasto odrodziło się za czasów austro-węgier.

to jedyny średniowieczny zabytek, kaplica św. Anny.
A tu bloczki się wyłaniają.

Już zwiewamy, to możemy i w Polsce oglądać. Ja jednak po kilku latach odwiedziłem to miasto jeszcze trzykrotnie. I zatrzymywałem się właśnie w takich blokach. Zanim wejdziemy znowu do pociągu MAV jeszcze tylko chwila zadumy nad przeszłością. Około 10km od centrum miasta można obejrzeć ruiny z czasów rzymskich. Takich cudeniek jest mnóstwo na Węgrzech.
- Zamek Bory'ego powstawał przez 40 lat. Artysta Jenő Bory budował go według własnego projektu przy pomocy dwóch jedynie pracowników, wymieniając własne rzeźby i obrazy na materiały budowlane. Zamek powstał jako dar serca artysty dla małżonki i stanowi, podobnie jak zamek Vajdahunyád w Budapeszcie, miksturę "architektonicznych cytatów" z różnych epok. - to opis obrazka drugiego w kolejności. Zamek Boryego. Nie udaje mi się go umieścić pod zdjeciem. A dopiero teraz przypomniałem sobie tę historię.
Pociąg rusza. Coraz bliżej upragniony widok. Kiedy byłem już mocno zmęczony, słyszę nazwę stacyjki gdzie mieliśmy wysiąść.
BALATONBOGLAR - południowy brzeg jeziora
*TO MAPKA Z PODZIAŁEM NA 4 GŁÓWNE REGIONY WĘGIER- O TYM PISAŁEM W POPRZEDNIEJ OPOWIEŚCI.
W Boglár mieliśmy spędzić najbliższe dwa tygodnie. Już w tamtych czasach było mnóstwo turystów, głównie z Austrii i Niemiec. Zapada już zmierzch. W pięknej willi kładziemy się do łóżek. I nagle słychać warkot - to kukuruźnik, mówi tato. Po chwili, na parapet otwartego okna padają komary ,ćmy , muchy. To jest kraj - myślę sobie - nawet komary trują dla turystów. Teraz już wiem, że to eko terroryzm. I tak zapadła noc pierwsza nad modrym Balatonem.
A rano czym prędzej do jeziora. Śniadanie i już gotowi do wyjścia. Czym prędzej biegnę.......STOP - woła gospodyni. Weźcie klapki , bo inaczej do wody nie wejdziecie. Na dnie pełno małży z ostrymi muszlami. Faktycznie, brzeg płytki, można iść daleko w głąb jeziora. Tylko te małże biedne, chrupią pod nogami. Woda cieplutka. Ach, jaki cudny czas ! Język węgierski przeplata się z niemieckim. Polacy w mniejszości.
A to kula ziemska ze stali. Ona tam stoi już 40 lat. Wtedy atrakcja Boglàr, gdyby zdarzył się pochmurny dzień. Można z niej obejrzeć panoramę miejscowości.

Boglàr - to nie tylko jezioro, langosze, i kula.
To również miejse polskiej emigracji wojennej w 1940roku. Tu założono polskie gimnazjum i liceum. Szkoły funkcjonowały do końca wojny. A wielu ,,boglarczyków,, jak ich nazywano przyłączyło się w fazie końcowej wojny do alianckich oddziałów. Spora część polskiej społeczności, pozostała na Węgrzech.
Dziś wygląda to już tak :
A wtedy, tylko trawa i buda z langoszami. I oczywiście soczki w aluminiowych opakowaniach o pięknej nazwie SIÓ. To był hit lat 80-tych. Sok z moreli, brzoskwiń lub wiśni. Na sok zapraszam na końcu opowieści. Opakowanie już inne ale smak ten sam.
Po kolejnym dniu pobytu, czeka mnie miła niespodzianka. Spotykam dobrego znajomego, przyjaciela z podwórka. On z matką przeniósł się na Węgry i mieszka tylko 20 km od Boglár. Jedziemy go odwiedzić. FONYÓD-
Miejscowóść trochę oddalona od brzegu. Nic szczególnego, ale dziwnym trafem umiłowana przez Niemców. Wszędzie słychać szwargot i śmiech upitych magyar sõr [ piwem ] niemców. Z kolegą jeszcze spotkam się kilkakrotnie w Białogrodzie, gdzie wyjechał na studia. Tymczasem gospodyni z Boglár namawia nas na wycieczkę na półwysep Tihany [ tihań ] Powiada, że być nad Balatonem i nie zobaczyć klasztoru benedyktynów, to tak jak być w Moskwie i nie ujrzeć milicjanta. Zatem jedziemy do Siófok. Stąd popłyniemy na półwysep.
Do wyboru jest wodolot i katamaran. Wybieramy wodolot, będzie szybciej. Tylko 30 min. wodnego lotu i już widać opactwo benedyktynów. TIHANY
Tihany to skalisty półwysep wrzynający się głęboko w głąb Balatonu i prawie dzielący jezioro na pół. Jego obszar (12 km kw) stanowi park krajobrazowy, pierwszy jaki utworzono na Węgrzech (1952r.). Choć sam półwysep wznosi się aż 25m nad poziom jeziora, sama wioska Tihany mieści się u jego podnóża. Szczyt zajmował bowiem od niepamiętnych czasów zakon benedyktynów, powołany jeszcze przez króla Andrzeja I z dynastii Arpadów w 1055r. Szczątki monarchy do dziś spoczywają w krypcie kościoła (krypta z XI wieku), który zburzony w czasie wojen odbudowany został w stylu barokowym. Wnętrze kościoła zdobią liczne drewniane rzeźby, a w lecie odbywają się w nim koncerty muzyki organowej.

Na wschód od kościoła wznosi się wzgórze Echa. Idąc drogą w jego kierunku ma się wrażenie, że echo zanika. Gdy jednak dojdzie się do głównego punktu obserwacyjnego i zwróci w kierunku żółtych wież świątyni, od jej murów odbije się każde nasze słowo. Legenda głosi, że dawniej wzgórze było ulubionym miejscem schadzek narzeczonych, a z powodu specyfiki miejsca ich czułe szepty słychać było w promieniu wielu metrów. Niestety dziś z powodu zmiany sposobu zabudowy wzgórza, zmiany szaty roślinnej i, co najważniejsze, wzmożonego ruchu samochodów, echo nie jest już tak dobrze słyszalne. Półwysep jest pochodzenia wulkanicznego. W jego głębi znajdują się jeziora Wewnętrzne i Zewnętrzne, utworzone przez wodę wypełniającą dawne kratery. Jezioro Zewnętrzne zostało osuszone na początku XIX wieku, jednak ponownie napełniono je w połowie lat 70-tych. Dziś oba zbiorniki stanowią rezerwat przyrody dzikiego ptactwa wodnego. Niedaleko zobaczyć można również bazaltowe kominy utworzone przez gorące źródła. Tak powoli kończę opowieść o Balatonie. Jest jeszcze wiele ciekawych miejsc, nad wielkim jeziorem. Ale prawda jest też taka, że ilość ludzi przebywająca dziś nad Balatonem niszczy ekosystem i jakoś zatracają się te uroki dawnych Węgier. Dziś mało kto zauważa historię, piękno, przyrodę. Najważniejsze wydaje się być piwo i zabawa w plażowych klubach. To jest okropne.
Cóż takie czasy. W następnej opowieści pojedziemy w bardziej ciche miejsca.
Blog ten dedykuję pani Anicie alias Nitaxa, miłośniczce piękna. Do usłyszenia w następnej opowieści. Tu można przeczytać część I opowieści : http://jankozielony.blog.ekologia.pl/magyarorszag-znaczy-wegry, teraz chlup, soczek w gardziołko. I jeszcze zapamiętajcie takie piękne słowo - strand [sztrond ] co się tłumaczy jako - plaża. a







"Po chwili, na parapet otwartego okna padają komary ,ćmy , muchy. To jest kraj - myślę sobie - nawet komary trują dla turystów. Teraz już wiem, że to eko terroryzm. I tak zapadła noc pierwsza nad modrym Balatonem." Uwielbiam :D
Nie koniec jednak moich próśb, bo ta największa, to prośba o kontynuację podróży :)
Ta dedykacja także zobowiązuje.
Mam cichą nadzieję, że moje postrzegania świata przedstawione na zdjęciach będzie choć w ułamku podziękowaniem za tą chwilę.
Anita -Nitkaska